Erasmus Oslo, Norwegia 2014

Grzechem jest nie skorzystać z możliwości, jakie dają w dzisiejszych czasach uczelnie, dlatego rok temu, gdy zaczął się nabór programu Erasmus bez jakiegokolwiek wahania dopełniłam wszystkich formalności związanych z wyjazdem. Dziś, po powrocie mogę powiedzieć, że nie zamieniłabym tego doznania za nic w świecie. Spędziłam w Norwegii pół roku, od stycznia do czerwca. Pierwsze trzy miesiące można zaliczyć pod kategorię depresyjne, ale tylko pod względem deszczowej lub śnieżnej pogody. Dzień, który można było odczuć przez maksymalnie 3h w ciągu doby w większości był szarobury. Jednakże dobre towarzystwo i możliwość zapełnienia czasu przez uprawianie sportu na siłowni nie pozwoliło ludziom zwariować. Po kwietniu nastąpiła diametralna zmiana. W moich oczach ujrzałam zupełnie inne miasto z innymi możliwościami, w którym zostawiłam największą część mojego serca.
  

Dzięki wyjazdowi miałam okazję poznać wielu wspaniałych ludzi z różnych stron świata. Od Singapuru przez Koreę do Brazylii i Argentyny, jak i również zwiedzić dodatkowo kilka państw więcej. Najpiękniejsze jest to, że kontakt z tymi ludźmi pozostaje nieprzerwany do dnia dzisiejszego i mam nadzieję, że będzie trwać jak najdłużej się da. 

Nauczyłam się samodzielności, decyzyjności, gospodarowania wydatkami, samodzielnego prania, planowania przy robieniu zakupów i gotowania, co uważam za jeden z największych atutów wyjazdu. Niestety po powrocie jestem zbyt leniwa, żeby dalej kontynuować te codzienne domowe obowiązki.

_____________________________________________________________________

Jeśli ktoś mi powie, że do podróżowania potrzebna jest walizka pieniędzy to parsknę śmiechem. Oczywiście wiadomo, że jakiś nakład finansowy musi być, ale uważam, że jest to najmniejszy problem w całym tym planie. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że jest to taka sama suma jaką by człowiek wydał siedząc na tyłku w swoim mieście. Po prostu nie można przepłacać, ale szukać okazji gdzie tylko się da. Poza tym każda uczelnia przyznaje stypendium na wyjazd, które w wielkim stopniu pomaga zacząć tę wspaniałą przygodę.




Ratusz miejski, Oslo

Vigelandsparken, Oslo 


Parlament, Oslo




Gdy oglądam zdjęcia przypadkowych ludzi zrobione na samym początku wyjazdu, teraz widzę w nich znajomych, przyjaciół wraz z masą wspomnień przewijających się przez głowę. 

Po dwóch miesiącach zaliczyliśmy darmową podróż promem z Oslo do Kopenhagi i tam tak naprawdę zaczęły się przyjaźnie. Bilet wygraliśmy na stronie przewoźnika, niemożliwe? A jednak. Dopasowaliśmy termin, w którym płynęło jak najwięcej osób razem i w drogę!







Wyjazd pierwszego dnia po godzinie 16, dopływamy o 9 dnia następnego. Mamy 7h na zwiedzanie i w ten sam dzień pakujemy się znów na pokład DFDS Seaways w drogę powrotną. Wydawałoby się męczące i takie było ale w dobrym towarzystwie idzie przezwyciężyć wszystko. 


Kolejne dwa miesiące później wylądowaliśmy w katalońskiej Barcelonie.


Magic Fountain, Barcelona, Hiszpania
 Jeśli ktoś w dalekiej przyszłości miałby zamiar mi się oświadczyć, to nie wyobrażam sobie innego miejsca niż Magic Fountain na tę okoliczność.


Widok z Montserrat, Barcelona, Hiszpania

Park Güell, Barcelona, Hiszpania

Dom Gaudiego, Barcelona, Hiszpania

Widok w drodze na Montserrat

Widok z Montserrat, Barcelona, Hiszpania

Park Güell, Barcelona, Hiszpania

Punkt widokowy, Barcelona, Hiszpania


A gdy ponownie minęły dwa miesiące, wybraliśmy się na jeden z wyjazdów, który będę pamiętać do końca życia, Stavanger, Norwegia. 

















Udało nam się również załapać na tegoroczny Norwegian Wood Festival. Dzięki spostrzegawczości mojej bratniej duszy z Hiszpanii, oraz pracy od rana do wieczora na terenie imprezy, otwieraniu setek butelek Coca Coli gołą ręką i rozlewania hektolitrów piwa do plastikowych kubków w następny dzień festiwalu mogłyśmy się wyszaleć na koncertach.

Passenger, Norwegian Wood Festivalen 2014

Passenger, Norwegian Wood Festivalen 2014

John Mayer, Norwegian Wood Festivalen 2014

John Mayer, Norwegian Wood Festivalen 2014

Wizyta Dalai Lamy w  Chateau Neuf, Oslo. 
Po darmowe bilety staliśmy w kolejce trzy godziny, ale opłacało się.



Od stycznia do lipca udało nam się zwiedzić w mniejszym lub większym gronie 6 krajów. Począwszy od Norwegii przez Szwecję, Danię, Hiszpanię, Czechy a także w bardzo dużym stopniu Polskę, od Gdańska po Kasprowy Wierch.









Dziękuję wszystkim znajomym, którzy odwiedzili mnie podczas mojego pobytu w Oslo, współtworząc tę całą historię i sprawiając, że oprowadzanie po raz dziesiąty po stolicy Norwegii nigdy nie było dla mnie takie same. Jak również tym, których dane mi było spotkać na mojej drodze właśnie tam. 




Ten wyjazd sprawił, że moje ambicje urosły do niesłychanie wysokich. Z utęsknieniem wyczekuję czerwca i możliwości wcielenia moich nowych planów w życie. Na razie jednak muszę zejść na ziemię, praca licencjacka sama się nie napisze. 


Komentarze

  1. Przez Ciebie chcę tam jechać! W sensie do Oslo.
    Ale Poznań też nie jest taki najgorszy ;D
    ~ Madzia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznań jest cudowny sam w sobie i zawszę będę do niego wracać :)

      Usuń

Prześlij komentarz