Erasmus vol. 2 - Tampere, Finlandia

Od dwóch miesięcy grzejemy nasz tyłek w fińskich saunach zaznając mroźnej północnej pogody. Nie tylko pogoda daje nam się we znaki ale również egipskie ciemności, które z dnia na dzień powoli ustępują. Nie ukrywam, że straszliwie się tu rozleniwiłam. Mówiąc tu, mam na myśli na blogu, ponieważ od Gruzji było jeszcze parę fajnych wyjazdów do opisania, które mam nadzieję uzupełnić. Również, tu w Finlandii jest leniwie bo w porywach chodzę dwa razy w tygodniu na uczelnię i nic więcej kreatywnego nie potrafię z siebie wykrzesać. 

Prowadzimy trochę inne życie niż przeciętni Erasmusi. Tak to jest, jak wyjeżdża się w parze. Czy to dobrze czy to źle, nie da się porównać. Jest zupełnie inaczej. Mieszkamy odizolowani od studentów, co utrudnia zagraniczne kontakty i towarzyskie spotkania na wspólnym korytarzu (bo go po prostu nie ma). Ma to swoje plusy, bo stworzyliśmy sobie własne domowe zacisze. 


Miasto ma swój urok, który podejrzewam, że ukaże się naszym oczom dopiero na wiosnę. Na razie szaro buro i wszędzie dym z kominów. Tampere jest miastem przemysłowym, gdzie w samym centrum miasta, na głównej ulicy działa jedna z fabryk dymiąc na prawo i lewo oparami z komina. Robi to na mnie niesamowite wrażenie ale sama nie jestem w stanie powiedzieć czy pozytywne czy negatywne. Tak czy inaczej, urzekły mnie ozdoby świetlne na mieście, ni to świąteczne ni to całoroczne oraz otoczenie jezior. 

Finowie strasznie się wszystkim przejmują, chcą pokazać się i ugościć nas studentów z jak najlepszej strony. W pełni to rozumiem i myślę, że Polacy robią podobnie. Uczelnia organizuje nam różne eventy, takie jak wspólne pieczenie ciastek, chodzenie po lasach, łyżwy, narty biegowe, wyjazdy jednodniowe. Jednym słowem, jest co robić w ciągu tygodnia. 

Polska uczelnia nie ma co się mierzyć z tą w Tampere. Wszystko tu jest przystosowane pod studenta i dla studenta. Biblioteka jest nieziemska, można w niej rezerwować sale z monitorem do pracy grupowej, można się rozsiąść i czytać książki między regałami i co najważniejsze, nie trzeba nic odkładać do szatni co dla mnie jest wielkim komfortem. Można jeść, pić i siedzieć tam cały dzień, pracując nad projektami do zrobienia. Ma się dostęp nie tylko do biblioteki swojej uczelni ale również do trzech innych łącznie z biblioteką miejską. W Polsce taki system uczenia nie sprawdza się, chociażby dlatego, że nic nie można tam wnieść. Tutaj biblioteka jest wiecznie pełna ludzi, a kanapy i stoły z krzesłami non-stop okupowane i ludzie skupieni na tym, co przyszli zrobić. Sama używałam uczelnianych komputerów do pisania esejów zaliczeniowych, mimo, że mam własnego laptopa i mogłam pisać w domowym zaciszu.

Jestem zachwycona aktywnością fizyczną społeczeństwa. Jeżdżąc na łyżwach po zamarzniętym jeziorze można zobaczyć wszystkie pokolenia Finów, od wnuków przez synów, ojców do dziadków. Bardzo dużo osób po 60 roku życia jest aktywna fizycznie. Są to zarówno kobiety jak i mężczyźni. Tak samo jest z nartami biegowymi. Wyznaczone są darmowe ścieżki w lasach  przystosowane do uprawiania narciarstwa biegowego. Aż żal nie skorzystać, tym bardziej, że sprzęt dostępny jest do wypożyczenia na uczelni. 

Sauna w Finlandii to "must have". Większość mieszkań ma swoją prywatną. My również w budynku mamy saunę do użytkowania. Najlepsze są jednak te publiczne, połączone z lodowatym jeziorem do którego wchodzi się chłodząc swoje ciało po rozgrzaniu go. Jeszcze nie próbowaliśmy, ale mamy w planach. Nie ukrywam, że się trochę boję.

Wciąż poluję na zorzę polarną. Nie udało mi się w Norwegii, mam drugą szansę w Finlandii. Trzymajcie kciuki.












Komentarze

  1. Ta biblioteka mnie do siebie przekonała tak bardzo! I trzymam kciuki za zorzę!
    I bardzo się cieszę, że tu wróciłaś Asiu (:
    Pozdrawiam, Magda W. :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Niskobudżetowe Oslo

Urokliwa Gruzja