Ålesund - wyprawa za jeden uśmiech


3 dni, 2 doby i ani jednej wydanej korony. Mimo ulewnego deszczu, porywającego sztormu i gradu wbijającego się w poliki był to jeden z tych wyjazdów, w których uświadomiłam sobie, że "nie dam rady" to tylko puste słowa siedzące w głowie. 

Bilety kupiliśmy we wigilię, taki mały prezent na gwiazdkę. Trzy miesiące później spotkaliśmy się na dworcu aby rozpocząć naszą przygodę. Trzy dziewczyny, dwóch chłopaków. Tych drugich nie znaliśmy wcześniej, ale teraz po powrocie, nie wyobrażam sobie innego składu naszej ekipy.

Podróżowaliśmy na stopa po całej okolicy, co wcale nie było takie trudne jakby się mogło wydawać. Powszechnie krąży opinia, że w Skandynawii ciężko się na niego załapać. Nam się udało i to 8 razy. Jedyne czego się obawialiśmy to wybrudzenia wnętrza ich nieskazitelnych samochodów naszymi obłoconymi, mokrymi buciorami. 

Pierwszego dnia zdobyliśmy szczyt na wyspie Godøya, stawiając opór grawitacji i wichurze, która jak się okazało była dopiero początkiem mimo, że już miotało nami jak kukiełkami. Walcząc z mokradłami, wodą w butach i szarzejącym niebem dzielnie wędrowaliśmy do przodu, pokonując bariery zmęczenia organizmu. Może wydawać się to śmieszne, że szczyt o wysokości 497 m n.p.m. opisuję jakbym zdobywała Koronę Ziemi, ale dla mnie był to takiego rodzaju wewnętrzny sukces. 

Spaliśmy gdzie popadnie, dosłownie. Szukając zadaszonego i w miarę suchego miejsca by chociaż na chwilę osłonić się od silnego wiatru na który akurat trafiliśmy. Wzbudzaliśmy całkiem duże zainteresowanie, przemoczeni do suchej nitki, obładowani plecakami, czując się odrobinę jak celebryci gdy w pewnym momencie zaczęli robić nam zdjęcia. Nie wiem czy aż tak marnie/śmiesznie wyglądaliśmy ale otrzymywaliśmy pomoc z zewnątrz czasami nawet o nią nie prosząc. 

Po przebojach nocnych związanych z szukaniem ciepłego schronienia, następny dzień spędziliśmy w mieście Ålesund wspinając się na punkt widokowy na górze Aksla. Tam wiatr osiągnął szczyt swoich możliwości przypierając nas do barierek na kilkanaście sekund, nie pozwalając się ruszyć z miejsca. 

W między czasie nie ominęła nas gorąca czekolada, herbata, ciepłe kiełbaski z serem i bekonem oraz naleśniki. Z przypadkowego hotelu zrobiliśmy suszarnię a z restauracji i myjni samochodowej noclegownię. 

I tak minął jeden z kolejnych weekendów, które mogłam przeleżeć na kanapie z laptopem w ręku tracąc bezpowrotnie ten wspaniały czas. 




6 marca - 8 marca 2015 
Gdańsk --> Ålesund 
cena: 118 zł w dwie strony 
















Lecąc tanimi liniami obserwowałam na tablicach odwołane loty droższego Norwegian Airlines z powodu strajku pilotów, który szczęśliwie nas nie dotyczył. 



GoPro też się przydało: 






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niskobudżetowe Oslo

Urokliwa Gruzja

Erasmus vol. 2 - Tampere, Finlandia