Montevideo
Będąc w
Argentynie uświadomiłam sobie, że spełniam kolejne drobne marzenia nie zdając
sobie z tego sprawy. Ucząc się w szkole geografii, człowiek skupia się na
jednych rzeczach bardziej, na drugich mniej. Są takie nazwy, które od razu się
zapamiętuje jak i również takie, które mimo szczerych chęci nie idzie
przyswoić. Pamiętam to jak dziś, że właśnie La Plata była dla mnie intrygująca
i przyciągająca w swoim brzmieniu. Pamiętam również, że jako dziecko
powiedziałam sobie beztrosko „Kiedyś się tam wybiorę.”
Jak tak
dalej wszystko będzie się realizowało, to będę wysyłać kartki z Kiribati.
Nie tylko się
tam wybrałam, ale również przepłynęłam La Platę w poprzek. Wcale się nie
dziwię, że Magellan podczas swojej podróży dookoła świata, przez przypadek
zagubił się właśnie w tym miejscu. Rzeka wcale przypomina rzeki, a wielkie
morze lub nawet ocean. Podróż z Buenos Aires do Urugwajskiego Montevideo trwała
nieco ponad 2 godziny. Nigdy się nie interesowałam tym krajem a jedyną rzeczą, jaką
o im wiedziałam, była nazwa stolicy, którą w miarę łatwo szło zapamiętać ucząc
się na egzamin z Geografii Politycznej Świata. Zwiedzaliśmy obszary przybrzeżne,
czyli co za tym idzie, tereny zamieszkujące przez bogatszych ludzi. Nie
ukrywam, że kurort jest piękny, palmy zjawiskowe, plaże kilometrowe a zima jak
nie zima. Udało nam się trafić w idealną ciepłą, słoneczną pogodę (28ºC!), co nie jest takim
częstym zjawiskiem w tej porze roku. Tak jak w Buenos Aires narzekałam na
zimno, tak w Montevideo wystawiałam twarz na słoneczko. Wiadomo, że na tych
szerokościach geograficznych w zimie trzeba sobie podarować puchową kurtkę i kalesony,
ale nie ukrywam, że szalik i rękawiczki się czasami przydają, szczególnie
takiemu zmarzluchowi jak ja.
Piękne wybrzeże,
ciągnące się kilometrami. Tak właśnie zapamiętałam to miasto. Główne drogi usytuowane tak, że można podziwiać ocean
przez całą podróż. Montevideo wygląda bardzo europejsko. Nie kręci się tu dużo
ludzi. Milion w stolicy, cały Urugwaj ma ich tylko 3 razy więcej. Mi pasuje
taki klimat bardziej niż gigantyczne zatłoczone Buenos Aires. Ciekawa tylko jestem
jak to wszystko wygląda, kierując się bardziej na północ, ale to niestety nie
tym razem. Zabawny był dla mnie fakt, że po przekroczeniu granicy i wylądowaniu
w innym kraju, nadal używa się tego samego języka. Myślę, że zaciera to
odrobinę taką różnorodność i indywidualność tych regionów, no ale cóż, przynajmniej coś rozumiałam.
Nie kupiłam
mate, bo nie opłacało mi się wymieniać pieniędzy a podobno to właśnie z tych
rejonów jest najlepsza. Myślałam, że Argentyńczycy mają hopla na jej punkcie,
ale to jednak Urugwajczycy pobijają tych pierwszych. I to trzykrotnie.
Ochraniacze, aby przypadkiem nie pobrudzić ich pięknych i mięciutkich wykładzin na promie.
Protectors on aboard, to not make their beautiful, heavenly soft and fluffy carpet dirty.
Montevideo z pokładu Buquebus
Montevideo from the deck of Buquebus
Takie tam, na tle La Platy. Wcale nie wygląda jak rzeka, co nie?
La Plata in the background. It doesn't look like a river, does it?
La Rambla, ulica ciągnąca się wzdłuż całej linii brzegowej miasta Montevideo
The Rambla of Montevideo is the avenue that goes all along the coastline of Montevideo
Miejsce pochówku Artigas'a - narodowego bohatera
Place of burial the Artigas - national hero
La plaza Independiencia - Plac Niepodległości
La plaza Independiencia - Independence Square
Selfie z oceanem
Selfie with ocean
La Casa Pueblo
Urugwajski artysta Carlos Páez Vilaró stworzył ją własnymi rękami.
Hand-made home by one of the Uruguasian artist Carlos Páez Vilaró
Mój widok z tarasu w niedalekiej przyszłości
My landscape from the balcony in a future
Monumento de los Dedos
Puente de la Barra
A tak się przewozi ludzi w Urugwaju.
That's how the people travel in Urugway.
Żegnaj Urugwaju, wejście na pokład Buquebus
Goodbye Urugway, boarding on Buquebus
Szkoda że nie zwiedziłaś wodospadów
OdpowiedzUsuńTO JEST RZEKA?! To morze o;
OdpowiedzUsuńI ładniusi kotek ♥